Navtex i stacje brzegowe podawały wiatry 6-8 B, w.

Później powtórka z pierwszych dni - lotna meta i zarazem start we Władysławowie.. Jako że wejście nie należało do łatwych, członkowie załóg oświetlali główki latarkami, na bieżąco kontaktując się z nadpływającym jachtami przez UKF. Szybko okazało się także, iż jedna toaleta i jeden natrysk z zimną wodą nie wystarczą dla ok. 6B wracaliśmy do domu dobrą połówką, a etap okazał się szybki i dość wymagający. Miejscem przeznaczenia okazał się pozbawiony świateł maleńki porcik, który chyba nie pamiętał takiego natłoku polskich jachtów. Kolejny etap do Władysławowa, stamtąd lotny start do Gronhogen już po drugiej stronie morza. Tutaj też dowiedzieliśmy się o wypadku S/y Portowiec Gdański, i chociaż humory pogorszyły się, odetchnęliśmy z ulgą gdy okazało się że nikomu nic się nie stało. Navtex i stacje brzegowe podawały wiatry 6-8 B, w porywach do 10. Rano jednak wszyscy kołysali się na miniaturowej fali modląc się o wiatr, szczególnie stojąc bez manewrowości na torze wodnym u brzegów Szwecji. 80 osób… To wraz z prohibicją panującą u naszych sąsiadów spowodowało, że po wieczornej imprezie i dniu postoju pożeglowaliśmy do domu. Przeważały raczej lekkie wiatry południowe, więc żeglowaliśmy dość szybko i przyjemnie, by po niecałych dwóch dobach osiągnąć szwedzkie wybrzeże. Ponieważ wiatr odkręcił na N-NE i wzmogł się do ok. Namiary na latarnie wskazały, że w nawigacji zliczeniowej mieliśmy błąd tylko 5 Mm. Ten wysłuchał i w nocy przyśpieszyliśmy.

Original text search at: zagle.azs.pg.gda.pl/?page_id=175

Comments are closed.